• DROGA SKORPIONA

Hiszpania: odkrywanie Andaluzji

Aktualizacja: kwi 26

Dzień I: Malaga


Pobudka 7 rano, szybkie przygotowanie i wyjazd dosyć licznej, bo aż 5-osobowej grupy, w stronę lotniska, a tam pierwsze problemy w postaci nadania dodatkowego bagażu. Po dokonaniu odprawy szukamy docelowej bramki wylotu i oczekujemy na nasz środek transportu, który statystycznie jest najbezpieczniejszy. Pomimo tego, samolot nie jest moim ulubionym środkiem podróżowania, a dzisiejszy lot nie poprawił mojej opinii.


Lądowanie odbywa się w Maladze i jest to moje drugie kołowanie w tym miejscu. Fotel przy samym oknie pozwala mi na podziwianie niesamowitych obrazów, ale ten rejon jest znany z jeszcze jednej atrakcji. W zeszłym sezonie miałem okazję odwiedzić, wraz z siostrą, Marbellę - miejscowość położoną około 50 kilometrów od samej Malagi. Jest to bardzo popularne miejsce dla miłośników windsurfingu, co możecie zobaczyć na załączonym zdjęciu, a dzieje się to za sprawą bardzo silnych wiatrów.


Po około 4 godzinach lotu, nasz żelazny ptak zaczął obniżać się do lądowania tuż nad niebieskim pasmem Morza Alborańskiego, a wraz ze spadkiem naszej wysokości, zwiększało się moje zaniepokojenie. Silne podmuchy wiatru kołysały żelazną maszyną na boki i kiedy byliśmy już kilka metrów nad pasem startowym, dało się poczuć mocne przyparcie do fotela, charakterystyczne dla fazy startowej.


Pilot nie był w stanie wystarczająco ustabilizować samolotu i zwiększył pracę silników, decydując się na kolejną próbę lądowania. Była to dla mnie pierwsza sytuacja tego typu, chociaż od siostry słyszałem opowieści o tym, jak to pasażerowie byli proszeni o przejście na tył pokładu, aby ułatwić start maszyny, także ostatecznie nie mam powodów do narzekań. Szczęśliwie, drugie podejście odbyło się bez komplikacji i wyszliśmy na gorącą, hiszpańską ziemię.


Każda moja podróż oraz wspomnienia związane z Półwyspem Iberyjskim są przyjemnie i ciepłe. Może ma to związek ze słoneczną pogodą lub innym usposobieniem ludzi, ale szybko podłapałem tą wakacyjną atmosferę. Na lotnisku spotkaliśmy się z moją siostrą, wracającą akurat z Walencji, gdzie brała udział w konferencji.


Plan na resztę dnia nie był zbyt ambitny pod względem turystycznym i polegał na plażowaniu oraz luźnym spacerze po centrum, zakończonym kolacją. Pogoda była naprawdę świetna, pełne słońce i ponad trzydzieści stopni na termometrze. Idąc w stronę naszego lokum, podziwialiśmy wszystkie te elementy, których nie doświadczymy w codziennym życiu, co dla mnie oznaczało głównie palmy i latające wokół papugi.


Po szybkim przegrupowaniu w apartamencie poszliśmy coś zjeść i ruszyliśmy w stronę najbardziej popularnej, ale również największej plaży, a mianowicie Playa de la Magueta. Zanim jednak tam trafiliśmy, minęliśmy robiące niesamowite wrażenie, nabrzeże wraz z portem jachtowym oraz licznymi restauracjami i sklepikami. Co ciekawe, udało nam się tutaj spotkać ze znajomymi z Polski, który akurat odbywał podróż autostopem po Europie. To się nazywa synchronizacja!


Po wygrzaniu się na słońcu i orzeźwiającej kąpieli ruszyliśmy powoli w stronę naszego lokalu i interesującej dzielnicy malarstwa ściennego - Soho. Po drodze minęliśmy jeden, bardzo ciekawy obiekt, który wyróżniał się swoją szklaną, wielobarwną fasadą prostopadłościanu. Niestety nie wiedziałem wtedy, że jest to Centre Pompidou- jedyny taki oddział poza Francją. Ekspozycje stałe poruszają takie tematy jak metamorfozy, ciało w kawałkach, ciało polityczne, autoportrety i człowiek bez twarzy oraz prace na przykład Picassa, ale o nim później. Wstęp wolny w niedzielę po godzinie 16.


Niedaleko znajduje się Park Malaga, czyli nasza darmowa, całodobowa ucieczka przed silnym słońcem oraz zgiełkiem miasta. Park stanowi łącznik między portem a historyczną częścią miasta i jest jednym z głównych europejskich obiektów tego typu, a dzieje się to za sprawą egzotycznej roślinności z aż pięciu kontynentów, fontann, rzeźb artystów, a nawet małego amfiteatru. Wybierając się do centrum lub właśnie stamtąd wracając, koniecznie wybierz drogę szerokim bulwarem parku, który liczy sobie około 30 tysięcy metrów kwadratowych.


Na zakończenie dnia, udaliśmy się na kolacje do centrum Malagi, na pyszne paella. Również tutaj znajdziemy miejsca, które są warte zobaczenia, a jednym z nich są leżące u podnóża wzgórza Gibralfaro, ruiny rzymskiego teatru. Obiekt ten, wzniesiony jeszcze za panowania Juliusze Cezara, został odkryty dosyć późno, bo dopiero w roku 1951, podczas budowy ogrodów.


Co ciekawe, w latach 1958 do 1984, teatr dalej pełnił swoją pierwotną funkcję latem, następnie przeszedł szereg prac renowacyjnych i od 2011 roku jest miejscem organizowania wydarzeń kulturalnych. W celu uzyskania większej wiedzy o tym obiekcie udaj się do Centrum Zwiedzających. Ruiny szczególnie zjawiskowo wyglądają wieczorową porą przy delikatnym oświetleniu lamp.


Dzień II: Malaga i Sewilla


Nasze ambicje były silniejsze niż fakt, że jesteśmy na wakacjach i wstaliśmy o świecie, aby udać się na poranny trening. Nie ma lepszego sposobu na rozpoczęcie dnia niż delikatny bieg na plaży, w promieniach wschodzącego słońca. Po takich aktywnościach postanowiliśmy także zadbać o rozwój kulturalny i ruszyliśmy w stronę areny walki byków, ale obiekt przechodził akurat gruntowny remont i nie był dostępny dla zwiedzających.



Niestety nie udało nam się obejrzeć areny od środka, za to mieliśmy genialny widok na ten i wiele innych obiektów z punktu widokowego podczas, dość stromej, wspinaczki do zamku Gibralfaro. Trudy spaceru w pełni rekompensują dwa najlepsze punkty widokowe- jeden zlokalizowany między ogrodem a zamkiem, drugi natomiast już na szczycie.


Gibralfaro powstał w X wieku, a jego oficjalna nazwa tłumaczona jest z języka arabskiego i oznacza górę z latarnią morską, chociaż wciąż są prowadzone spory w tej kwestii. Budowla miała charakter strategiczny i pełniła funkcje obronne dla arabskiego pałacu, Alcazaby.


Wewnątrz murów znajdziemy muzeum, a w nim podświetlaną makietę zamku, historyczne umundurowanie oraz figury formacji wojskowych i wiele innych, interesujących ciekawostek z tamtego okresu. Dostać możesz się tutaj na wiele sposób, bo pomimo wymagającej lokalizacji dojeżdżają tutaj autobusy miejskie, turystyczne, a także auta. Ja jednak sugeruję Ci pokonać tę trasę siłą własnych nóg, a to z jednego i prostego powodu- niezapomnianych widoków.


Kolejno ruszyliśmy w stronę centrum do jednej z największych katedr Hiszpanii, a mianowicie Catedral de Nuestra Señora de la Encarnación lub La Manquita, co oznacza "kobieta bez jednej ręki". Potoczna nazwa spowodowana jest faktem, że jej budowa nie została nigdy dokończona i brak jednej z wież. Sam proces budowy rozpoczęto w roku 1530. Dawniej w tym samym miejscu stał meczet, a jednym tego śladem są ogrody, które do dnia dzisiejszego przylegają do ścian katedry.


Wnętrza zaprojektowane przez Diego de Siloé zachęcają do podziwiania stylu renesansowego z domieszką baroku, a także gotyku. Godne uwagi jest również ołtarz główny, datowany na rok 1541, a także XVIII wieczne organy. Podczas niedzielnej mszy możemy zwiedzić to miejsce za darmo, jednak warto pamiętać, że jest to czas modlitwy wszystkich wiernych.


Czas płynął nieubłaganie, a my ograniczeni godziną odjazdu naszego pociągu do Sevilli, powoli ruszyliśmy w stronę apartamentu, zatrzymując się jednak w jeszcze jednym, bardzo charakterystycznym punkcie- La Calle Larios. Jest to główny deptak handlowy w Maladze i miejsce spotkań dla mieszkańców i turystów, a to za sprawą licznych kawiarni, restauracji oraz sklepów.


Chociaż starałem się w pełni wykorzystać krótki czas, który dany mi był spędzić w tym niesamowitym miejscu, to z pewnością bardzo wiele atrakcji wciąż pozostało nieodkrytych. Malaga zrodziła dwóch bardzo znanych artystów, bez których świat sztuki i kultury bardzo by ucierpiał. Jednym z nich jest oczywiście Antonio Banderas, natomiast drugim- Pablo Picasso. Muzeum jego imienia otwarto w 2003 roku, a znajdziemy w nim nie tylko obrazy artysty, ale również szkice, rysunki, rzeźby, a nawet ceramikę. Udało mi się dotrzeć pod budynek zwany Domem Rodzinnym Picassa, niestety zbyt późno, ponieważ kolejka była tak długa, że zwiedzanie zostało wykluczone.


Malaga jest jednak wypełniona tego typu obiektami i nie można zapominać o wspomnianej już twierdzy Alcazaba, arenie byków zwanej Plaza de toros de La Malagueta, Centrum Pompidou, Museo Carmen Thyssen Málaga skupiającym się na malarstwie Andaluzji lub największym muzeum tego regionu właśnie- Museo de Málaga. Jednak nie tylko w obrębie centrum miasta znajdują się widoki warte zobaczenia. Okolice kryją cudowne okoliczności przyrody, takie jak na przykład park naturalny Parque Natural Montes de Málaga, wręcz idealny na aktywny wypoczynek.


Opuszczając Malagę czułem wielki niedosyt, ale jednocześnie satysfakcję z tego, co udało się tutaj doświadczyć, a w mojej głowie już rodziły się ambitne plany, które zostaną zrealizowane przy kolejnej, nieco dłuższej, wizycie. Jednak nim ten wpis się skończy, powrócimy tutaj na pożegnanie Hiszpanii.


Zaczął się kolejny etap podróży do głównej bazy wypadowej na kolejne dni, czyli Sewilli. Samo miasto odwiedziłem już kilka razy wcześniej, więc czuję się w nim dość swobodnie, ale za każdym razem uwielbiam tu wracać, bo zawsze odkrywam coś nowego. To miejsce kojarzy mi się z wakacjami, odpoczynkiem oraz przyjemnym nastawieniem, a moja walizka, gdy wybieram się w te rejony, niezmiennie zawiera japonki, szorty, koszulę w kratę oraz okulary przeciwsłoneczne.


Sewilla jest stolicą Andaluzji i czwartym największym miastem Hiszpanii, a jej założycielem, według legendy, miał być sam Hercules. To gorące miejsce jest przepełnione wszelkiego rodzaju zabytkami, atrakcjami turystycznymi oraz wydarzeniami kulturalnymi i nierozerwalnie wiąże się z takimi hasłami jak flamenco, tapas lub sangria, a jej historyczne początki sięgają nawet VIII wieku p.n.e. . O tym, co kryje się w tym uroczym mieście opowiem później, a teraz poznamy jedno z najpiękniejszych miejsc, które które udało mi się zobaczyć wśród architektury miejskiej.


Zanim dotarliśmy do mieszkaia, nastało już popołudnie. Nie było dużo czasu na zwiedzanie, więc po prostu ruszyliśmy na luźny spacer po Sewill, zahaczając po drodze o rozległy park, wraz z placem treningowym. Pogoda sprzyjała i nawet w godzinach wieczornych czuć było skutki gorącego klimatu. Włąsnie dlatego zawsze warto mieć ze spobą butelkę, aby uzupełniać płyny w rozlokowanych tutaj kranach z wodą. Osobiście sceptycznie podchodziłem do idei siesty, do momentu, aż przyleciałem tutaj pierwszy raz. Ogromny upał, który często przekracza nawet 45 stopni Celsjuesza, czego sam wielokrotnie doświadczyłem, jest ogromnym wyzwaniem dla organizmu i może być niebezpieczny.


Kiedy dotarliśmy do miejsca docelowego, było już kompletnie ciemno. Byłem tutaj wcześniej, ale nigdy w blasku księżyca i muszę przyznać, że widok wywarł na mnie ogromne wrażenie. Czułem po prostu zachwyt tak wspaniałą scenerią i jestem pewien, że poczujesz to samo, gdy ujrzysz to mniejsce po raz pierwszy. Plac Hiszpański, bo o nim jest mowa, powstał dostyć niedawno, bo dopiero w w 1928 roku, w związku z planowaną wystawą Iberoamerykańską, co było ogromnym zaskoczeniem. Patrząc na to miejsce, miałem wrażenie, że liczy sobie co najmniej kilka wieków. Projekt pochodzi z rąk słynnego architekta, Aníbala Gonzáleza.


Plac nacechowany jest symboliką. Całość ma kształt półkola i kończy się dwoma wieżami, które są metaforą dla Europy i Afryki. Znajdziemy tutaj również cztery mosty, tak jak cztery królestwa Hiszpanii- Kastylia, Aragonia, Leon oraz Nawarra. Niewielki kanał dodaje uroku i jest małą atrakcją, bowiem istnieje możlwiość wypożyczenia łódki i ujrzenia Plaza de Espana z poziomu wody. Patrząc na plac frontalnie, ujrzymy orzeźwiającą fontannę sporych rozmiarów, a tuż za nią Pałac wraz z Muzeum Historii Wojskowości oraz licznymi, niedostępymi dla turystów, pomieszczeniami władz miasta.


Warto jednak zwrócić naszą uwagę na jeszcze jedną cechę charakterystyczną. Ściany pokryte są tak zwanymi azulejos, czyli ręcznie malowanymi płytkami ceramicznym, które prezentują nam wspaniały obraz historyczny 48 prowincji Hiszpanii. Całość robi naprawdę ogromne wrażenie. Plac Hiszpański znajduje się na terenie pięknego Parku Marii Luziy, który także musisz odwiedzić.



Na koniec mała ciekawostka dla fanów kina. To niezwykłe miejsce docenili również produceni filmowi, którzy postanowili nakręcić sceny do takich filmów, jak na przykład "Gwiezdne Wojny: Atak klonów" lub "Dyktator", właśnie na Plaza de Espana. Dalsza podróż już jutro!


Dzień III: Sewilla


Trzeci dzień naszej podróży postanowiliśmy przeznaczyć na poznawanie Sewilli. Z tego powodu, jeszcze przed porannym treningiem w parku, zaplanowałęm całą listę atrakcji, które warto zobaczyć.


Skierowaliśmy się do centrum, a na pierwszy cel wybrałem największą gotycką świątynię na całym świecie, czyli Katedrę Naświętszej Marii Panny. Podobnie, jak w Maladze, również ta budowla powstała na obszarze dawnego meczetu, co przyspieszyło jej budowę, a pozostałością po starym przeznaczeniu jest wspaniałą dzwonnica- la Giralda. Wejście kosztuje aż 9 euro, ale z całą pewnością jest tego warte. Bilet jest ważny 7 dni od momentu zakupu i umożliwia zwiedzanie Giraldy, ale także kościoła Divino Salvado.


Skala całego przedsięwzięcia jest niewyobrażalna, a najlepiej opisał to sam architekt, Alonso Martinez, który powiedział: “Postawmy budynek tak ogromny, aby ci, którzy zobaczą go w całej okazałości stwierdzili, że postradaliśmy zmysły”. Ostateczne wymiary wynoszą 76 metrów długości i aż 116 metrów szerokości. Ukończenie datuje się na rok 1506, z późniejszymi poprawkami, które związane są z uszkodzeniem kopuły.


Wnętrze zwala z nóg, a Twoją uwagę na pewno przykuje największy w Hiszpanii, bo liczący sobie 18,2 metra szerokości oraz 27,8 metra długości, ołtarz główny. Capilla Mayor ma formę tryptyku i w centralnej części ukazuje sceny życia Jezusa oraz Marii, natomiast po bokach możemy podziwiać biblijną historię kreacji świata. Budowę rozpoczęto w rodku 1482, a ukończono dopiero u schyłku XVI wieku. Za materiał posłużyło drewno orzechowca, kasztanowca i modrzewia. Naprzeciwko znajduje się przepiękne prezbiterium z końca XV wieku, ale to możemy podziwiaćwyłącznie zza krat.


Przechadzając się po świątyni z dużym prawdopodobieństwem zauważysz skupisko turystów, jak to miało miejsce w moim przypadku. Niech to będzie dla Ciebie drogowskaz, że właśnie tam spoczywają szczątki samego Krzysztofa Kolumba, które ścigągnięto z Kuby w roku 1989. Ich autentyczność została ponoć potwierdzona przez badania DNA, jednak popularność wielkiego odkrywcy po śmierci nie słabnie i tak do posiadania prszczątków deklaruje na przykład Watykan lub Genua.


Wszędzie atakuje nas ogromna liczba detali oraz symboliki. Warto poświęcić chwilę na zwiedzenie Kaplicy Królewskiej wraz ze szczątkami Króla Ferdynanda III, a także Sali Capitular. Uwagę przyciąga również XVII-wieczna rzeźba ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa i największy z eksponatów, bo liczący prawie 4 metry, a mowa o srebrnej monstracji, która opuszczakatedrę jedynie na czas procesji Bożego Ciała.


Teraz skierujemy się na szczyt wieży, która łączy ze sobą korzenie arabskie i chrześcijańskie, a początkowo była ona minaretem stojącego niedaleko meczetu, jeszcze za panowania Maurów. Do wysyokości 51 metrów podziwiamy część z czasów muzułmańskich, a do jej budowy zastosowano materiały pochodzące z Italici, którą odwiedzimy już jutro. Giralda powyżej tej wysokości to już efekt pracy kolejnych epok, a na jej górze czeka na nas taras, z którego możemy obserwować cztery strony Sewilli oraz 24 dzowny. Nad dzwonnicą dobudowano w roku 1765 część zegarową, a z samego szczytu spogląda Giraldillo, czyli rzeźba kobiety trzymająca liść palmowy, a także sztandar. Interesujące jest to, że postać umiejscowiona jest na kuli i zmienia swoje położenie, obracając się w różnych kierunkach.

Całość wieży liczy sobie niewiele ponad 104 metry, a na górę dostaniemy się wyłącznie dzięki szerokim schodom, które dawniej ułatwiały poruszanie się konno. W nocy z 28 na 29 czerwca, właśnie z dzwonnicy, usłyszymy melodię graną przez 6 trębaczy, a trzykrotne jej powtórzenie symbolizuje wyparcie się Jezusa przez świętego Piotra. Jest to obowiązkowy punkt na mapie tego miasta!


W drodze do kolejnej atrakcji, postanowiłem przejść się magicznymi zaułkami Barrio de Santa Cruz, czyli starej dzielnicy żydowskiej, zwaną kiedyś Juderią. W czasach średniowiecza, rejon ten z czasem zaczął obumierać, a miało to związek z wysiedleniem innowierców. Obecnie, miejsce to jest wręcz idealne na romantyczny spacer we dwoje lub uniknięcia palącego słońca Andaluzji. Pomogą nam w tym ciasne i kręte uliczki, klimatyczne ceramiczne ozdoby oraz małe balkoniki.

Barrio de Santa Cruz ma również dużo do zaoferowania turystom i tak znajdziemy tu restauracje, bary, hotele, sklepy z pamiątkami lub tutejszymi wyrobami, a także pokazy flamenco i pamiątki dawnych czasów. Stoi tu również kościół, Iglesia de Santa Cruz, który tradycyjnie zastąpił dawny meczet. Teraz czas na miejsce, które rozbudza wyobraźnię wielu osób, ale wcześniej szybki posiłek w postaci ślimaków.



Corrida wiąże się z wieloma emocjami i ma zarówno swoich przeciwników, jak i fanów, ale nie da się zaprzeczyć, że jest to element kultury hiszpańskiej. Temat ten poruszyłem dlatego, że udajemy się właśnie do jednej z najstarszych w Hiszpanii areny walk z bykami, Plaza de Toros de la Real Maestranza de Caballería de Sevilla.


Dawniej cały obiekt miał kształ prostokąta, natomiast od roku 1881 możemy podziwiać okrągłą i kompletną budowlę, stworzoną z kamienia oraz drewna.

Obiekt posiada kilka rzędów ocienionych, 14 rzędów w pełnym słońcu, a przede wszystkim 3 warstyw barier ochronnych, które oddzielają obserwatorów od walk toczących się na arenie. Najwięcej chętnych pojawia się w okresie Feria de Abril, a także na przełomie lipca i sieprnia. Miejsce to można zobaczyć również na co dzień, bez zbędnego tłumu.


Zaczynamy od zwiedzania muzeum wraz z przewodnikiem. Wewnątrz znajdziemy kompletny przekrój wiedzy i ciekawostek na temat corridy i funkcjonowania całego przedstawienia, a także zwyczaje samych torreadorów. Kolejne pomieszczenia prezentują obrazy, plakaty, rzeźby, kostiumy i inne akcesoria w tej tematyce. Wewnątrz znajdziemy kapliczkę, w której modlą się występujący przed tym nietypowym show, a nawet wypchanego byka.



Wycieczka kończy się wejściem na piaszczystą arenę, która przypomina miejsce walki gladiatorów. Żółty, gorący pył oraz trybuny na 14 000 widzów tego krwawego wydarzenia, naprawdę robią spore wrażenie. Warto zaznaczyć, że dostępność biletów spada bardzo szybko, a zakupu można dokonać jedynie elektronicznie. Niezależnie od tego, jaki jest Twój stosunek do corridy, jest to zdecydowanie punkt miasta, który warto odwiedzić.


Dzień powoli dobiegał końca i śmiało moge stwierdzić, że został dobrze wykorzystany, ale w drodze powrotnej do mieszkania, odwiedziliśmy jeszcze jedno miejsce, z niemieckim akcentem. Ogromna, drewniana konstrukcja zaprojektowana przez berlińskich architektów kosztowało miasto 100 milionów euro i jest największym tego typu obiektem na świecie.


Metropol Parasol, bo taką nosi nazwę, ma 28 metrów wysokości, 6 parasoli i jest odpowiedzią sewilliskich władz na pytanie, jak skutecznie odświeżyć dosyć zaniedbany plac w centrum miasta. Miejsce doskonale łączy świat współczesny i przeszły, z dwóch powodów. Po pierwsze, ta nowoczesna konstrukcja została umiejscowiona w średniowiecznej części miasta. Kolejnym z nich jest fakt, ze w środku znajdziemy zarówno centrum handlowe, a także muzeum archeologiczne wraz z pozostałościami po imperium rzymskim. Fragmenty z tych zamierzchłyszch czasów możesz zobaczyć również przez szybę, w drodze do windy, która również jest dosyć nietypowa.


Według mnie, prawdziwa wartość Las Setas de la Encarnación, jak również jest nazywana konstrukcja, znajduje się na tarasach obiektu. Tam usiądź i napij się orzeźwiającego napoju, a potem wyrusz po to, co jest tutaj najbardziej wartościowe, czyli widoki. Panorama na miasto jest po prostu niezwykła i właśnie dlatego warto się tutaj wybrać tuż przed zachodem słońca, a wspomnienia będą niezapomniane.



Na koniec dzisiejszego dnia mam dla Ciebie małą ciekawostkę. Spacerując po Sewilli z pewnością wielokrotnie zauważysz ( i to dosłownie wszędzie) tajemniczy symbol NO8DO. Co on oznacza?


W celu pełnego zrozumienia umiłowania Sewillan do tego hasła i logo samego miasta, musimy cofnąć się aż do XIII wieku. W tym okresie doszło do konfliktu między królem, Alfonsem X a jego synem. Mieszkańcy lojalnie postawili się po stronie panującego władcy, który miał wypowiedzieć słowa wdzięczności "Nie porzuciła mnie". Te trzy słowa usłyszymy po zestawieniu trzech elemntów: NO, DO oraz 8 pomiędzy nimi, który symbolizuje motek włóczki- madeja. NO-madeja-DO = No me ha dejado = Nie porzuciła mnie.


Dzień IV: Italica

Po wczorajszym zgłębieniu tajemnic Sewilli, postanowiłem dla odmiany udać się poza granice miasta. Około 10 kilometrów od miasta znajduje się pamiatka archeologiczna po ekspansji Rzymu, w którym to miejscu urodziło się aż dwóch cesarzy tego Imperium.


Italica, bo o tym miejscu mowa, jest osadą powstałą w 206 roku p.n.e. i jest najstarsza tego typu rzymską bazą na Półwyspie Iberyjskim, założoną przez Scypiona Afrykańskiego. Poczatkowo pełniła ona funkcję wojskową i przerodziła się w prężnie działające miasto. Dostaniemy się tutaj środkiem transportu publicznego, wysiadając w małej wiosce, Santiponce. Wstęp dla obywateli Unii Europejskiej jest darmowy.


Zwiedzanie możemy rozpocząć od niewielkiego pomieszczenia, które za pomocą rzutnika i formy wideo rekonstruuje nam dawne życie Italici i mieszkańców. Bardzo podoba mi się sama forma poznawania dawnych kultur, która polega na swobodnym spacerze pośród ruin i wyobrażanie sobie jak przebiegało funkcjonowanie społeczności. Polskim przykładem, który mi się skojarzył jest muzeum arechologiczne w Biskupinie, ale o tym innym razem.



Stawiając kroki po piaszczystej drodze podziwiamy pozostałości domów, świątyń, mozaiki oraz miejsce spotkań publicznych, takich jak łaźnie. Wspomniani wcześniej cesarze, Trojan oraz Hardrian, pozostawili tutaj po sobie bardzo trwałe ślady. Zwłaszcza dzieło tego drugiego, odkryte dopiero w XX wieku, zrobio na mnie ogromne wrażenie. Amfiteatr, który mam na myśli, mógł pomieścić nawet do 25 00 osób, co jest liczbą dwukrotnie większą niż liczba samych mieszkańców w najlepszym okresie funkcjonowanie Italici.


W późniejszych okresie, gdy panowanie nad Andaluzją przejęli muzułmanie, miasto zaczęło się wyludniać, potem przerodziło się w kaminiołom, aby ostatecznie przerodzić się w materiał budowlany dla samej Sewilli. Z całym przekonaniem polecam Ci poświęcic jeden dzień i wybrac się w to niesamowite miejsce, aby poczuć się jak obywatel rzymskiego miasta sprzed 2000 lat.


Dzień V: Kadyks

Dzisiejszy dzień wymaga wcześnejszej pobudki i podróż pierwszym dostępnym pociągiem, ale zapewniam, że warto, bo udajemy się do Gadir. Jeśli nie znalazłeś tego miejsca na mapie, nie martw się, bowiem ta nazwa została pierwotnie nadana ponad 3000 lat temu przez Fenicjan. Aktualnie znamy ją pod imieniem Kadyks.



Cel podróży jest najstarszym miastem Hiszpanii oraz jednym z najstarszych w Europie i ma ogromne znaczenie dla tej słonecznej krainy. Zwiedzanie tego miejsca jest kompletnie spontaniczne i bez wcześniejszego zaplanowania, co ma swoje plusy oraz minusy, a oto rezultat.


Co ciekawe, gdyby nie trzy drogi prowadzące do tego niezwykłego miatsa, Kadyks byłby wyspą. Po wyjściu z dworca intuicyjnie udaliśmy się w stronę reprezentacyjnego Plaza de San Juan de Dios, gdzie znajduje się centrum wypadowe dla dalszej wyprawy. Tu bowiem jest majestatyczny ratusz, a także informacja turystyczna wraz z mapami oraz wskazówkami dla przejezdnych.

Kierując się w stronę nabrzeża trafiam na kolejny ważny obiekt o nazwie Catedral de la Santa Cruz de Cadiz, znana również jako Katedra Nowa. Jest to dosyć świeża budowla, bo powstała w XIII wieku, a dodatkową atrakcją są przepiękne widoki z dzwonnicy. Mnie jednak urzekło nie to, co wysoko na górze, ale to, co znajduje się w jej podziemiach. Do tego jednak jeszcze wrócimy, bowiem z racji dość wczesnej godziny, wejście jest jeszcze niedostępne.


Będąc w takim miejscu, jak Kadyks nawet lokalny rynek może okazać się ogromną atrakcją, a przynajmniej taką był dla mnie. Przechadzając się wzdłuż stalowych lad hali targowej Mercado Central de Abastos i obserwując morskie stworzenia, które jeszcze nie tak dawno pływały w okolicznych wodach, nie mogłem wyjść z podziwu. Dla mnie był to nierozłączny element tej kultury i pewien symbol, a dla miejscowych doskonałe miejsce spotkań oraz pewna rutyna dnia codziennego.



Zaopatrzeni w prowiant ruszyliśmy do XVII wieczego fortu Castillo de Santa Catalina, które w przeszłości pełnił funkcje obronne lub jako wojskowe więzienie, a dzisiaj jest przeznaczony do celów kulturalnych. W zasięgu wzroku widać drugi obiekt o podobnym przenznaczeniu. Castillo de San Sebastian jest fortecą położoną na niewielkiej wysepce, a także popularną scenerią w branży filmowej.


Ja niestety nie miałem tyle szczęścią i nie udało mi się zobaczyć drugą zainstalowaną w Hiszpanii ektryczną latarnię morską, która sie tam znajduje, bowiem wejście w tym terminie okazało się niemożliwe. Mimo to polecam Ci udać się aż pod same bramy obiektu, ponieważ sama droga, która wcina się w głąb oceanu sprawia niezapomnaine wrażenie. Moja ekipa właśnie to miejse wybrała na spożycie posiłku.


Pomiędzy tymi dwoma startegicznymi punktami militarnymi rozciąga się najważniejsze z trzech dostępnych tutaj plaż, Playa de la Caleta, którą wybraliśmy na miejsce naszego relaksu i wypoczynku. Każda z nich ma do zaoferowania coś innego i tak nasza decyzja poparta jest dostępnością oraz wręcz niesamowitymi widokami na fortyfikacje oraz kolorowe łodzie rybackie. Kolejna propozycja to Playa de la Victoria, charakteryzująca się delikatnym piaskiem oraz długością sięgająca blisko 3 kilometry. Playa de la Cortadura to coś dla fanów kitesurfingu, jednak plaża ta sięga już poza obręby samego miasta. Jak widzisz, każdy znajdzie tutaj miejsce dla siebie.


Wyczerpani upalnym słońcem wyruszamy bulwarem ciągnącym się wzdłuż linii brzegowej, aż trafiamy na Park Genoves, czyli miejscki ogród botanizczny. Jest to oaza dla wszystkich szukających chwili orzeźwienia oraz kojącego cienia. Tą zieloną oazę wypełnia wiele gatunków drzew i roślin, które skutecznie izolują nas od zgiełku miasta. Co ciekawe, jeszcze kilka wieków temu, przestrzeń ta była praktycznie pozbawiona flory.


Powoli kierujemy się w stronę Starego Miasta, przechodzimy przez ogrody Jardines de Alameda Apodaca, gdzie masz szansę podziwiać fantastyczny krajobraz niekończącego się oceanu. Niedaleko stąd znajduje się Monumento a la Constitucion de 1812, czyli monument upamiętniający spisaną w tym mieście pierwszą konstytucję Hiszpanii. Koniecznie odwiedź to miejsce i sprawdź, czy zrobił on na Tobie tak duże wrażenie, jak miało to w moim wypadku.


Obiecałem wcześniej, że wrócimy do katedry o charakterystycznej kopule pokrytej płytkami azulejos, która powstała na bazie dawnej świątyni gotyckiej, strawionej w pożarze, i łączy kilka różnych stylów architektonicznych. Z "wiecznej katedry" rozciąga się niesamowity widok na okolicę i ocean, a w tym celu musimy wspiąć się na jedną z wież, Torre Poniente. Na mnie jednak ogromne wrażenie zostawiło nie to, co wysoko nad ziemią, ale to, co znajduje się pod nią, boiwiem katedra skrywa krypty o wyjątkowym charakterze. Udało mi się spędzić tam kilka chwil samemu i nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć dlaczego tak mocno to miejsce utkwiło w mojej pamięci, jednak niewątpliwie było to unikalne przeżycie.


Dzień nieubłaganie dobiegał końca, a my postanowiliśmy spędzić ostatnie godziny w najbardziej uśmiechniętym mieście Europy na plaży, która poza ukojeniem w postaci chłodnej wody, serwowała nam piękne widoki. Po drodze udało się rzucić okiem na ruiny rzymskie, jednak nie poświęciliśmy zbyt dużo czasu na Teatr Rzmski, czego osobiście bardzo żałuję. Obiekt ten odkryto dopiero w 1980 roku i jest to najstarsze tego typu miejsc na cąłym Półwyspie Iberyjskim oraz drugi najstarszy teatr w Cesarstwie Rzymskim.



Czas wracać do Sewilli i warto wspomnieć w tym miejscu, że połaczenie kolejowe między tymi dwoma miastami jest bardzo wygodne. Tak jak wspomniałem, wyprawa nie została wcześniej zaplanowana, jak mam to w swoim zwyczaju, natomiast myślę, że dzień tutaj został dobrze wykorzystany. Z całą pewnością wrócę tu, może tym razem w lutym, gdy ma miejsce Carnaval de Cadiz- jeden z największych i najbardziej kontrowersyjnych karnawałów w całej Hiszpanii.


Dzień VI: Caminito del Rey


Przedostatni dzień zarezerwowany jest na bardzo magiczne miejsce i chociaż byłem tutaj wcześniej, nie mogę się doczekać ponownych odwiedzin. Królewskich odwiedzin.


Caminito del Rey, czyli Ścieżka Króla, to szlak zbudowany w celu ułatwienia budowy zapory wodnej. Robotnicy, którzy w większości składali się z więźniów, zabezpieczeni byli jedynie w linę i ryzykowali życiem w zamian za zmniejszenie swoich wyroków. Nazwa pochodzi od faktu, że to właśnie król Alfonso XIII przeszedł trasę jako pierwszy, aby uczcić inaugurację uruchomienia elektrowni wodnej.


W 2016 roku nastąpiło otwarcie zmodernizowanej ścieżki, którą mamy szczęście podziwiać do dzisiaj. Prawie 8 milionów euro z lokalnego budżetu zostało wydane na kompleksową renowację infrastruktury, wraz z chodnikiem, a także parkingiem. Poza zapierającymi w dech widokami, mamy możliwość zobaczenia starych przejść, tuż pod zmodernizowanymi. Patrzać na wybrakowane elementy betonowej konstrukcji nic dziwnego, że trasa została zamknięta 16 lat wcześniej.


Jednak nawet przed remontem, fatalny stan nie odstraszał śmiałków, których wyczyny możemy podziwiać na filmach krążących w internecie. Prowizoryczne zabezpieczenia, komunikaty o niebezpieczeństwie, zakazy, a także coraz wyższe grzywny niestety nie uchroniły przed wypadkami śmiertelnymi i właśnie wtedy zdecydowano o zamknięciu atrakcji.


Limit dzienny wejś wynosi 450 osób, a ogromna popularność tego miejsca w sezonie wymaga nawet 2 miesięcznego wyprzedzenia przy rezerwacji! Koniecznie o tym pamiętaj. Zapewniam też, że dzisiejszy format całej ścieżki daleko odbiega od swojego pierwowzoru i jest przyjazna dla każdego. Jedynie jej końcowy etap może przyprawić Cię o nieco szybsze bicie serca, ale do tego wrócimy później.


Dojazd tutaj jest dosyć wygodny, miałem okazję dotrzeć do Caminito zarówno samochodem, jak i pociągiem. W obu przypadkach warto wiedzieć, że wejście zobowiązuje na konkretną godzinę, a samo pojawienie się u bram wąwozu to dopiero początek podróży. Auto zostawisz w miejscowości Ardales na specjalnie wyznaczonym parkingu, a kolej zabierze Cię na stację El Chorro skąd nalezy udać się do autobusu.


U wejścia restauracji El Mirador czekają na Ciebie dwie możliwości. Pierwsza z nich to około 2300 metrów spaceru brzegiem rzeki, zwanej Guadalhorce, o niesmaowitej barwie. Niedaleko jest druga z nich i zarazem szybsza, a prowadzi przez wąski i ciemny tunel, który jendak skraca naszą trasę do 1,5 km. Jeśli jesteś spóźniony, zalecam wybrać opcję numer 2. W drodze do właściwej atrakcji możemy delektować się spacerem po przepięknym rezerwacie.


Sama trasa składa się z jednokierunkowego ruchu po kładce przyczepionej wysoko nad ziemią, a całość dodatkowo zabezpieczają solidne, metalowe poręcze. Rozpoczynamy punktem kontrolnym, gdzie zostajemy zaopatrzeni w kask oraz garść niezbędnych informacji, które mają na celu zachowanie naszego bezpieczeństwa. Ścieżka wraz z jej rozwojem pnie się ku górze i jest przerywana przez orzeźwiający leśny fragment. Według mnie, wszystkie chwile spędzone w tym wyjątkowym miejscu, są warte każdej ceny.



Mimo tego, że całość jest niezapomnianym przeżyciem, to właśnie w końcowym etapie robi się naprawdę ciekawie. Naszym oczom ukazuje się wąwóz w całej swojej okazałości, wraz z lazurową wodą tuż pod oraz ogromnymi, piętrzącymi się wysoko nad naszymi głowami skałami. Wykuty w skale tunel kolejowy jedynie potęguje wrażenie niezwykłości, a jeśli będziesz miał szczęście, tak jak ja, zobaczysz przejeżdżający pociąg, który znika w masywnej skale.


Wisienką na torcie jest Puento Colgate, czyli zawieszony 100 metrów nad

przepaścią Gaitanes, metalowy most. Za podłoże służy nam kratowana konstrukcja, która doskonale ukazuje, jak wysoko nad zielonkawą cieczą jesteśmy. Przejście, zwłaszcza podczas delikatnego skrzypienia i bujania, może budzić pewien niepokój, ale zapewniam, że po wszystkim poczujesz ogromną ulgę oraz, przede wszytskim, dumę. Poza tym, nie masz innego wyjścia :) Trasa kończy się po drugiej stronie skały, gdzie spacerujemy już do przystanku autobusowego, którego za opłatę 1,5 euro podwiezie Cię do Ardales.




My natomiast rozsiedliśmy się w małym barze, który praktycznie funkcjonuje na peronie stacji El Chorro. Mając kilka godzin do przyjazdu pociągu, mogliśmy odpocząć po przejściu blisko 8 kilometrów i około 3 godzin marszu, a także wymienić się wrażeniami, które bardzo w nas rezonowały. Rasumując, Caminito del Rey jest naprawdę unikalnym punktem na mapie Andaluzji, ale według mnie, całej Hiszpanii. Planując swoją wycieczkę do tego słonecznego kraju zarezerwuj jeden dzień i przejdź śladami Króla.


Dzień VII: Malaga


To już ostatni dzień podróży po wspaniałej krainie Andaluzj i dlatego chciałem wycisnąć z niego jak najwięcej. Samolot powrotny zaplanowany jest na wieczór, więc zarezrwowaliśmy pierwszy pociąg do Malagi, aby jak najszybciej się tam znaleźć.


Po dotarciu na miejsce zostawiliśmy bagaże i ruszyliśmy na plaże. Ostanie godziny przeznaczone na kąpiele i opalanie, to idealne zwieńczenie fantastycznego tygodnia. Niestety wszytsko co dobre, szybko się kończy i tak nad ranem zakończyła się nasza przygoda.


Ostatnie 7 dni były bardzo intensywne, ale również bardzo satysfakcjonujące.


Zobaczyliśmy masę pięknych miejsc, zdobyliśmy wiele niezapomnianych przeżyć, ale wciąż pozostało wiele do odkrycia i właśnie to w podróżach jest niezwykłe. Nieważne jak dobrze zaplanujemy naszą wyprawę, nigdy nie uda nam się zrealizować planu w 100 procentach.




Powyżej znajduje się moja propozycja na wyjazd do Hiszpanii i zachęcam Cię do czerpania inspiracji, jednak nie jest to jedyna, słuszna droga! Zaplanuj swoją wymarzoną wycieczkę i koniecznie podziel się swoją historią!



Zapraszam też na krótki pokaz zdjęć z wyprawy:


211 wyświetlenia
  • Facebook
  • Instagram
  • YouTube

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci informacji o nowościach, promocjach, produktach i usługach Drogi Skorpiona. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności oraz Regulaminie.

©2020 by Droga Skorpiona

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now