• DROGA SKORPIONA

Nazywam się 934 Cz.1

16 listopada, godzina 12:00 gdzieś w Warszawie. Mężczyźni w kominiarkach rozdają formularze trzydziestoosobowej grupie ustawionej w dwuszeregu. "Czy ktoś chce zrezygnować?" - pada pytanie, ale nie ma chętnych. Jeszcze. Instruktorzy podają koordynaty i oznajmiają nam, że mamy dwadzieścia minut na dotarcie do celu. Rozpoczęła się Selekcja do SGO. Od teraz jesteśmy numerami.


Zdjęcie: SGO Warszawa / SGO SEC

O SGO dowiedziałem się zupełnym przypadkiem, gdy zobaczyłem ich stanowisko w Obornikach podczas biegu z przeszkodami - Formoza Challenge. Podszedłem, wziąłem ulotkę, a jakiś czas później dołączyłem do tworzącego się oddziału w Poznaniu. Formacja ta jest zrzeszeniem pasjonatów zainteresowanych tematyką jednostek specjalnych, a zakres zainteresowań i działań bardzo obszerny. SGO jednak bardzo uważnie podchodzi do kwestii członkostwa, na które należy sobie po prostu zapracować, o czym jest właśnie ten tekst.


Artykuł podzielony jest na dwie części ze względu na to, że ukończyłem jedynie dwanaście z dwudziestu czterech godzin tej niezapomnianej przygody, więc moje interesy z SGO pozostają niedokończone. Ten sprawdzian wymaga bardzo dobrej kondycji zarówno fizycznej, jak i zdrowotnej, co w moim przypadku pozostawiało dużo do życzenia. Musiałem więc postawić na najważniejszy element tej gry- psychikę. Tylko dzięki niej udało mi się wytrwać połowę tego wymagającego testu, a pokus do rezygnacji było wiele, o czym przypominali nam Instruktorzy. Nawet dzień przed terminem selekcji poważnie zastanawiałem się nad rezygnacją i przełożeniem próby na inny, bardziej wygodny dla mnie termin, ale nie na tym polega życie. Czasami trzeba coś zrobić pomimo tego, że nic nie idzie po naszej myśli. Dlatego ogromny szacunek i gratulacje należą się każdemu, kto podszedł do tego wyzwania, niezależnie z jakim skutkiem.


Po dotarciu do naszego punktu kontrolnego, kazano nam się ustawić w dwuszeregu, a na wykonanie zadania mieliśmy bardzo ograniczoną ilość czasu. Wszelkie uchybienia, które nie spodobały się któremuś z naszych "oprawców" były surowo karane. Pompki, brzuszki, przysiady, podpór, burpees- od tego momentu była to nasza kara, nasza nagroda i nasz odpoczynek. Nie jestem w stanie zliczyć ile wykonałem powtórzeń, ani jakim cudem moje ciało było w stanie to znieść. Za każdym razem, gdy myślałeś, że najgorsze już za tobą, SGO udowadniało ci, jak bardzo się myliłeś i stawiali przed Tobą jeszcze cięższe zadanie. Zdecydowanie było to dotychczas największe wyzwanie dla mojego ciała i woli.


Kolejnym etapem był przegląd sprzętu, który nam towarzyszył. Ze sobą mogliśmy zabrać wyłącznie śpiwór, karimatę, części garderoby, a także jedzenie i picie. Cała reszta została zarekwirowana, łącznie z jakąkolwiek elektroniką. Od tej pory nie mieliśmy pojęcia, która jest godzina i ile pozostało nam do końca tej gry, co okazało się bardzo skuteczną bronią w rękach Instruktorów. Mogli oni bowiem wykorzystywać ten fakt i podawać nam błędne informacje, co tylko potęgowało wrażenie, że mijające 24 godziny nie mają końca.


Wybór sprzętu, który zdecydowaliśmy się zabrać miał ogromne znaczenie. Dopiero, gdy bez wytchnienia biegasz, czołgasz się, robisz pompki i unosisz swój plecak nad głową dociera do ciebie, jak istotny jest każdy kilogram. Na kolejną próbę z całą pewnością zabiorę większe zapasy wody, które okazały się towarem deficytowym, a zrezygnuję ze śpiwora, karimaty, oraz dużych zapasów jedzenia.


Zdjęcie: SGO Warszawa / SGO SEC

Podzielono nas na trzy zespoły i wprowadzono element rywalizacji. Pierwszym zadaniem było przetransportowanie poszkodowanego na noszy. I tak maszerowaliśmy, biegaliśmy i czołgaliśmy się, ciągnąc za sobą zmieniających się rannych, a jednocześnie utrzymując prowadzenie wobec pozostałych ekip. Dalsze działania wykonywaliśmy już tylko w przydzielonych drużynach. Przerzucanie i pchanie opony, noszenie kłody, tory przeszkód, czołganie się, rozszyfrowanie kodów, zapamiętywanie ciągów liczb, a wszystko to przerywane ćwiczeniami, które miały za zadanie tylko jedno- złamać fizycznie i psychicznie. Do końca wytrwało 12 osób.


Może mam syndrom sztokholmski, ale nie mogę się doczekać na dzień ponownej selekcji. Wiem, że jestem w stanie wytrzymać dużo więcej i chcę to udowodnić Instruktorom, a co ważniejsze, sobie. Po prostu. Każde kolejne wyzwanie uwalnia w nas pokłady mocy i możliwości, o których nie mieliśmy pojęcia. Dlatego chcę również podziękować wszystkim uczestnikom i ekipie SGO. Dzięki nim zobaczyłem, jak wiele mogę znieść, mimo że ciało i umysł krzyczą o to, aby się poddać. Potrzebujemy takich momentów, bo sami często nie jesteśmy w stanie podwyższyć tej poprzeczki, za którą odkrywamy nowe horyzonty.











0 wyświetlenia
  • Facebook
  • Instagram
  • YouTube

Zapisując się do newslettera, wyrażasz zgodę na przesyłanie Ci informacji o nowościach, promocjach, produktach i usługach Drogi Skorpiona. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać, a szczegóły związane z przetwarzaniem Twoich danych osobowych znajdziesz w Polityce prywatności oraz Regulaminie.

©2020 by Droga Skorpiona

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now